Bieg Dominika 2017

Jak każdy ma swoje biegi, w których planuje wystartować, tak i ja mam swoje. Biegu św. Dominika nie planowałem, ale namówił mnie wujek, by wystartować. Zgodziłem się, nie miałem nic do stracenia, a mogłem wiele zyskać. Zapisałem się tez na prolog, goń Dominika, w sumie do pokonania tego dnia miałem 6,2 km. od samego rana było dość ciepło, wiedziałem, że po południu tez może być taka pogoda i o dobry wynik będzie ciężko. Po pakiet pojechałem na trzy godziny przed prologiem, nie miałem nic innego w planach, więc pochodziłem po starówce i zjadłem lody. Odebrałem pakiet i dalszy relaks przed pierwszym biegiem. Na dystansie 1,2 km pomiar czasu nie istniał był, to bieg rodzinny i każdy delektował się biegiem, w gronie najbliższych. Ja na ten start miałem zupełnie inne plany, chciałem trochę zaszaleć i polecieć na maksa, zrobiłem to, by sprawdzić, jak szybko jestem w stanie polecieć kilometr.


Przed startem ustawiłem się tak blisko, jak tylko się dało, założyłem okulary przeciwsłoneczne, czekałem już tylko na start. Dla mnie maiła być to zabawa, ale tez wyzwanie. Przede mną masa ludzi z dziećmi tego się obawiałem, że podczas startu kogoś potracę, jak się okazało, tak nie było. Pierwszy zakręt i prowadzę, po chwili dogania mnie jakiś młody chłopak na oko ma 14-16. W połowie trasy pyta mnie, czy coś trenuje. Ja tylko się uśmiechnąłem i powiedziałem, że startuje w maratonach. Wtedy zobaczyłem zdziwienie na twarzy chłopaka. Do drugiego zakrętu biegnę wciąż z młodym biegaczem, czułem, że jest fajnie, ale ... Do mety zostało coraz mniej, widzę, że chłopak mi uciekł na ostatnich metrach, widocznie zachował więcej siły, albo specjalizuje się na krótkich dystansach. Do mety dobiegam na drugim miejscu z czasem 3:39 według mojego zegarka i rekordem sierpniowym na dystansie 1 km 3:09, z czego jestem bardzo zadowolony. Tak kończę rozgrzewkę przed dystansem 5 km.


Do finalnego startu pozostało jeszcze sporo czasu, dlatego postanowiłem, że będę śledził rywalizacje na wózkach i kobiet. Przy okazji, nie zapominam o regeneracji, przed 5 km. Porobiłem też kilka zdjęć, niezależnie od tego, kto staruje i na jakim dystansie startuje lub w jakiej konkurencji, lubię śledzić rywalizacje. Zbliżał się czas mojego startu, a ja nie zapomniałem o rozgrzewce, wiem, że wcześniej się dosyć rozgrzałem, ale to było dwie godziny temu, dlatego musiałem przeprowadzić drugą rozgrzewkę tego dnia. Na starcie spotkałem wielu znajomych, których spotykam na różnych biegach. Udało mi się Zamienic z nimi kilka zdań i ustawiłem się na linii startu. W głowie miałem jeden cel, poprawić czas z debiutu (21:14). Wiedziałem, że jestem w stanie to zrobić, dlatego przyszedł czas na ambitniejszy plan, pobiec szybciej niż 20 min. Nie oczekiwałem od siebie wiele, gdyż byłem po kontuzji, wiem, że mogę biegać szybko, ale to nie był ten czas. Na obecną chwilę skupiam się na wytrzymałości.


Wystrzał z kapiszona i lecę, oczywiście, jaki mam zwyczaj, zaczynam za szybko, w tym przypadku też tak było. Pierwszy kilometr wyszedł 3:41. Myślałem, że jestem w stanie utrzymać takie tempo, ale jak się okazało później, nie dałem rady, pogoda też robiła swoje. Drugi kilometr wyszedł ciut wolniej, bo aż 3:45, dobrze, kiedy mijałem metę była woda i można było ugasić pragnienie. W takich warunkach trzeba zadbać o nawadnianie. To podstawa podczas takich biegów jak ten. Kolejny kilometr znów wolniej (3:51), nie mam pojęcia, co było przyczyną, jak widać, nie jestem gotowy na szybkie bieganie, ale robię to z przyjemnością. Dla mnie ważne jest, by czerpać z tego, co robię jak najwięcej. Co na każdych biegach niezależnie od wyniku pokazuje.


Czwarty kilometr to znów wolniejszy odcinek w moim przypadku (3:52). Nie czułem się wtedy komfortowo, ale chciałem ukończyć ten dystans z każdym kilometrem poniżej 4 min/ km. Fajnie, że miałem wsparcie w postaci rodziny, która mnie dopingowała na każdym okrążeniu. To cudowne uczucie, kiedy wiesz, że masz najbliższych. Dodają ci siły podczas zmęczenia. Przyszedł czas na ostatni kilometr, tutaj najwolniejszy odcinek, bo aż 3:56/ km. Jakoś poszło i tak byłem z siebie zadowolony, w końcu poprawiłem czas z debiutu o niecałe 2 minuty. Oficjalny czas 19:23, miejsce 110. Widać jak biegacze idą do przodu i z każdym rokiem biegają coraz szybciej.


24 bieg Dominika, mogę zaliczyć do udanych. Cieszyłem się z rezultatu, pomimo tego, że nie biegłem, jak powinienem. Na szybsze bieganie przyjdzie jeszcze czas. Dla mnie to był dobry trening, przed maratonem Solidarności, gdzie jak wiecie, jestem pacemakerem na czas 3:15, to jest dla mnie najważniejsze wyzwanie tego roku. Czas w końcu coś zrobić dla innych, a nie tylko walczyć o rekordy dla siebie. Plany na ten tydzień to parkrun Gdańsk-południe, tam chce trochę szybciej, a później już tylko laba do samego startu. Mam nadzieje, że pogoda będzie łaskawa dla biegaczy na dystansie maratonu. Upał nie jest wskazany podczas aktywności fizycznej, a dodam, że to nie 5 km, tylko 42 km. Trzymajcie kciuki za mnie i pogodę, by wszystko się udało. Na koniec statystyki biegu.


0 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie