Bieg Niepodległości w Gdyni

Środa 11 listopada 2015 czwarty start w zawodach. Tym razem rozpoczęcie przewidziano na godz. 15 w Gdyni. Pogoda nie należała do najlepszych, było chłodno, to idealne warunki dla biegaczy. Razem ze znajomymi, z którymi startuje, stawiliśmy się 2 godz. przed. Jak od pewnego czasu tworze zgrana ekipę z kolegami z pracy tak i teraz było super, humory dopisywały, pełno rozluźnienia, nie liczył się czas a wspaniała zabawa. Każdy z nas ustawił się w swojej strefie startowej. Ja jako nie za bardzo byłem świadomy, miałem czwarta strefę startową. Stawał to mnie w trochę gorszej sytuacji, gdyż było dużo ludzi i ciężko byłoby wymijać na trasie. Stanąłem z przodu, by mieć lepszy czas. Nastąpił start. Zacząłem spokojnie, tempo było w miarę dobre. Po chwili zorientowałem się, że dogoniłem wcześniejszą grupę startujących. Biegnę dalej ile sił w nogach, robiło się gęsto od biegaczy, ciężko było ich wyprzedzać, ale próbowałem.



Robiłem co mogłem, by poprawić swoja czasówkę z poprzedniego biegu. Wbiegając na Ul. Świętojańska, zrozumiałem, na czym polega ten bieg i jakie to jest święto dla mieszkańców. Było tak dużo kibiców na ulicy, że prawie każdy chciał być, jak najbliżej biegaczy. Wszyscy dopingowali nas naprawdę głośno, jak by to były mistrzostwa świata. Ostatnie kilometry to bulwar nadmorski w Gdyni i wiatr, który był dość silny i pod koniec przeszkadzał. Wbiegając na metę patrzę na czas 40:50. Był niedosyt, ale zrozumiałem, jaki błąd popełniłem przy rejestracji, wybierając słabsza strefę startową. Później i tak przyszło szczęście, czarty start w zawodach i czas poniżej 45min. Przypadek? Talent ? Nie wiem, ale czułem się spełniony. 313 miejsce w kat open na 6656 startujących to dobry wynik, w kat M20 106 miejsce, co jak na początek przygody z bieganiem jest sporym osiągnięciem.


0 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie