Bieg Piotra i Pawła 2017

Czasem przychodzą takie chwile, że jesteś po ciężkich zawodach jako zając, a tu w wolny dzień wskakuje kolejny start. Cel obrany to IV Bieg Piotr i Paweł Gdańsk w sobotę 2 września, godzina zawodów dość niespotykana, bo 17:30. Jako że w ten dzień byłem w pracy, spakowałem się z samego rana, by już później nie wracać do domu, po prostu bym się nie wyrobił. Zaraz po skończeniu pracy udałem się nad nasz piękny Bałtyk, a dokładnie Gdańsk Brzeźno. Odebrałem pakiet i mogłem cieszyć się dobrą pogodą. Do startu pozostało sporo czasu, spotkałem wielu znajomych, z którymi mogłem porozmawiać o najbliższych planach. Atmosfera była świetną, dla mnie bardziej przypominało to piknik, co bardzo lubię. Fajnie, że przed biegiem głównym startowały dzieciaki, to wspaniałe, iż od małego rodzice uczą takie małe pociechy. Plan na bieg był prosty złamać 40 min, to był mój cel. Długo przed startem zacząłem się rozgrzewać, po ostatnich problemach postanowiłem, że rozgrzewka będzie dłuższa niż zwykle, nie ciałem ryzykować kolki.


Ustawiłem się w drugiej linii i czekałem na odliczanie, nie wiem czemu, ale wszystko opóźniało. To nie sprzyjało, gdyż organizm się wychładzał, ale cóż trzeba było czekać. Wybiła chwila startu i ruszam. Pierwszy kilometr wyszedł za szybko, bo aż 3:36, jak zawsze zaczynam za szybko, podpalam się i tyle. Nie potrafię biec równo, a potem na koniec brak mocy. Kolejny odcinek to zwolnienie wiedziałem, że za szybko biegnę, tutaj wyszło 3:42. Lece dalej i znów zwalniam, czuje , że jest mi gorąco i nagle przelotny deszcz. To sprawia, iż czuje się o niebo lepiej. Średnie tempo jest w normie, przewaga nad wirtualnym zającem rośnie. Czwarty km to 3:48, wygląda na to, że polecę lepiej, niż zakładałem na początku. Piąty km to znów zwolnienie 3:54. Pędząc tak szybko, nie wziąłem wody, wiem popełniłem błąd , ale nie chciało mi się pic. Przy szóstym kilometrze znów oberwanie chmury , cieszyłem się , że pada , deszcz był bardzo przyjemny. To mnie uświadamiało, iż przy złych warunkach da się dobrze pobiec. Czułem się świetnie, przewaga dalej rośnie, czas odcinka 3:51.


Każdy bieg sprawia mi ogromna przyjemność, czerpie z tego, jak najwięcej, tutaj też tak było. Kolejny siódmy kilometr to zwolnienie do 4:03, tak pokazuje mi aplikacja tomtom , trochę dziwne, bo nie czułem, iż zwalniam. Oddechowo było dobrze, nogi też podwały. Nie mam pojęcia, czemu tak się stało, a może jeszcze zmęczenie po półmaratonie, ale z drugiej strony odpoczywałem trzy dni bez treningu. Ósmy kilometr wyszedł 4:01, wiedziałem, że meta coraz bliżej, miałem też drugi plan na ten bieg. Chciałem pocisnąć ile fabryka dała na ,ostatnim kilometrze. Często trenuje końcówki, gdy z jeden bieg mnie wiele nauczył, to zostaje w pamięci. Przedostatni kilometr to 4:01 utrzymanie takiego daje mi dobry czas, lepszy, niż zakładałem. Byłem szczęśliwy.


Z każdym krokiem byłem bliżej mety, dwa ostanie zakręty i wbiegam na piasek, gdyż meta była usytuowana blisko morza. Patrze, na zegar wybija czas kolo 38 min, w głowie jedna myśl. Jeżeli pocisnę ziemie 38 min. Przecież dla mnie to dobry wynik. Daje z siebie wszystko na ostatnich metrach, mijam metę, jest euforia. Zakładałem zupełnie inny czas , a tu takie cos, mój zegarek pokazał równe 38 min, a w wynikach wyszło 37:57. Tak wiem wszystkim zabrakło do pełnego dystansu około 200 m ,ale dla mnie nie miało to znaczenia, ja cieszyłem się wynikiem i tyle. Po biegu urządziłem sobie pogawędkę z Michałem, gdyż czekał na wyniki, nie był pewien czy stanie na podium w kategorii, a ja nie miałem nic innego w planach, wiec zostałem trochę dłużej. Tak minęła sobota, kolejny strat w niedziele jest to cykl, Kaszuby Biegają. Tym samym postaram się znów dobrze wypaść podczas biegu, jest to półmaraton. W jaki czas celuje? 1:28 będzie dobrym wynikiem.

0 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie