Gdańsk Maraton cz 3 dzień startu

Zaktualizowano: 9 sty


Pobudka o 5:45, tak był ustawiony zegarek, gdyż o 6:30 mieli być moi znajomi. Zrobiłem kawę, bułka z miodem by nie czuć głodu no i kibelek (w wiadomych sprawach przed maratonem). Spakowany byłem już dzień wcześniej, teraz tylko przyszło mi sprawdzić, czy wszystko jest. Miałem też zrobione miedzy czasy na kartce (opaska na rękę) co 5 km, jaki czas, by złamać 3 godziny. 6:25 są znajomi jedziemy jeszcze po Waldemara.W drodze na start maratonu zajeżdżamy na stacje po snickersy i izotonii. Ja swoje miałem tylko Andrzej lubi zawsze zjeść coś słodkiego przed zawodami, tak ma jest cukrzykiem. Przy Aber Expo gdzie mieścił się start, meldujemy się po 7, opłacamy parking i idziemy załatwić swoje potrzeby. Trochę jeszcze pochodziliśmy sprawdzić, gdzie są prysznice, gdzie depozyt i gdzie poczęstunek regeneracyjny po zakończeniu wszystkiego.

Po godzinie 8 zacząłem się przebierać. Mój ubiór to koszulka (która zamówiłem sobie kilka dni przed zawodami), krótkie spodenki, skarpety, opaski kompresyjne (nie wiem, czy mi pomogły, ale było ok), buty i najważniejsze numer z chipem i żelami, w tym jeden magnez.O godzinie 8:45 zaczęła się oficjalna rozgrzewka, to ja nie myśląc, pożegnałem się ze znajomymi i ruszyłem na nią. Miałem ze sobą worek na śmieci, by jak najdłużej utrzymywać ciepło. Rozgrzewałem się w worku. W czasie rozgrzewki ustawiam zegarek na wyścig czas 3 godziny, dystans 42,200 m, był to mój wirtualny pacemaker. Kończy się rozgrzewka, ruszam do strefy, patrzę na baloniki na 3:00, było 3 pacemakerów (jeden nawet miał gorszą życiówkę ode mnie), ale dla mnie się to nie liczyło. Godzina 9 start, ruszamy w stronę stadionu, myślę sobie, zacznę z zającami. Spoglądam, na zegarek tempo jest ok, nie chce zacząć za szybko, bo wiadomo, jak to się kończy. Wbiegamy ze stadionu, a panowie z balonikami mówią, że mają zapas 5 s na pierwszym kilometrze. Ja jednak trochę im nie ufałem, wiec dalej biegłem swoim dość szybkim tempem, coś w granicach 4:05 – 4:10. Czułem się świetnie, oddechowe i ciało tez współpracowało na pierwszych kilometrach. Dobiegam na pierwszy punk z wodą, łapie kubek (a on mi wypada), biegnę dalej łapie za kolejny kubek, sukces złapany robię dziubek i polewam ciało. Kolejne kilometry to Europejskie Centrum Solidarności tutaj gubię na chwile sygnał GPS w zegarku, nie przejmuje się tym wcale, pozdrawiam ludzi tam pracujących i biegnę dalej. Naprawdę fajnie to wygląda jak przebiegasz przez ECS. Przebiegam kolo galerii handlowej Madison, tutaj pełno kibiców, dzieciaków i nie tylko, przesyłam im buziaki i ciesze się, że są ze mną w ten dzień. Tempo nadal lepsze od zakładanego, patrzę mam przewagę nad moim wirtualnym rywalem. Jest świetnie. Wbiegam na ul Długą, tutaj też sporo kibiców, myślałem, że wpadnie rodzina mi pokibicować (mają blisko), ale cóż nie było ich, nie załamywałem się, robiłem swoje, jak najlepiej umiem. Przebiegam przez Ogarną i Targ Węgłowy jakiś dzieciak wykrzyczał mój numer, chciał pewnie, bym dał dziś ognia. Zbliżam się do 10 km, był usytuowany za błędnikiem, naprzeciwko Placu Zebrań Ludowych. Czas na pierwszy żel. Trzymam tempo, jest dobrze. Czuje się świetnie, kibice cały czas dają mi energii. To wspaniałe, że było ich naprawdę dużo. Może na niektórych zdjęciach wyglądam nie najlepiej, ale skupiałem się na biegu. Dobiegam do 15 km, tutaj też myślałem, że spotkam rodzinę, ale chrześniaczka miała dzień wcześniej zawody w szermierce (wyjazd do Szczecina), wiec wróciła późno. Nie było sensu, jej zrywać wcześnie by zobaczyła wujka przez kilka minut. Łyk wody i polanie się nią przynosi dobry skutek. Czułem się świetnie, przewaga nad cieniem rośnie do 300 m, jest super, dalej pełno kibiców. Gdzieś na 18 km widzę znajoma twarz tak to Mariusz Briegmann zwany kusinem. Tak jak obiecał był gdzie miał być, przybijam piąteczkę i pędzę po sukces.Kolejne kilometry, To droga Zielona na wysokości Ergo Areny, słyszę znajomy głos, Tomek ogień, to był, Sławek z pracy, był na rowerze i zrobił kilka fotek. Dzięki Sławek za zdjęcia, zbliżam się na 20 km, patrze na tempo, jest ok przewaga rośnie ,czuje się dalej świetnie, zaraz biorę drugi żel. Popijam go wodą mocze głowę i koszulkę. Wszystko idzie w dobra stronę. Dalej to ul Chłopska tutaj znów dużo kibiców, cały czas mnie niosą, pełno szkół, które nas dopingują. Dobiegam do 25 km, popijam wodę i izotonik, polewam się wodą, dalej jest ok, na 28 km na wszelki wypadek biorę magnez. Zbliżam się do ulicy Pomorskiej z nadzieją, że spotkam znajomych. Niedawno urodziło im się maleństwo, wiec wiedziałem, że może ich nie być, teraz mają inne sprawy na głowie, ale wiedziałem, że są ze mną i gdzieś tam mi kibicują. Wcześniej wpadali , ale teraz to inna sytuacja i ich rozumiem. Kocham was pamiętajcie o tym Rafał i Małgorzata. Zbliżam się do 30 km czas na trzeci ostatni żel, popijam woda jeszcze Izo i znów woda na ciało, tempo jest dobre, trochę nie wierzyłem, że to może się udać, gdyż do mety było ponad 12 km. Przewaga na wirtualnym cieniem dalej rośnie do 700 m. Wbiegam w park Reagana , tutaj biegło mis się dość ciężko, (nawierzchnia szutrowa) tu już nie było tak super, w pewnym momencie czarne myśli nie dam rady, po co ja to robię ? Co chce udowodnić? Nic! Co mi pozostało, lecę dalej popijam wodę w punkcie usytuowanym na 33 km przez Kaszubską Poniewierkę (ultramaraton 100 km) w parku , dobiegam do 35 km droga Zielona i znów biorę kubek z woda. Czułem, że tego potrzebuje. Polewam się wodą, coraz bliżej meta, widzę stadion w Letnicy, to znak, że meta jest naprawdę blisko. Ostatni podbieg. Czuje, jak bym miał skurcze, ale to chyba nie było to. Może już byłem zmęczony. Przecież leciałem ponad 37 km w tempie 4:05 -4:10. Patrzę tempo spada, był ostatni podbieg na moście, przewaga też spada na zegarku z 700 do 400 m. Myślę sobie, nie dam rady, nie robię tego , ale z drugiej strony tyle włożyłem w przygotowania do tego maratonu, że nie mogę się poddać, nie teraz. To była walka z samym sobą. Ostatnie kilometry to najgorsze bieganie w moim życiu, tak czułem, zegarek pokazywał mi różne rzeczy, przewaga dalej spada, 39 km ostatni punkt z woda i izo, biorę wszystko. Ostatnia nawrotka i zaczyna się zalka z czasem , dla mnie ostatnie metry to bieg życia. Być albo nie być. Na tym zdjęciu widać ile kosztował mnie bieg. Jak było mi ciężko. Nic, nie mogę się poddać nie teraz , przewaga spada do 300 m nad wirtualnym zającem. Biegnę dalej ,ale wolniejszym tempem, spiker , krzyknął, że jest ostanie 250 m do mety, daje z siebie wszytko, ile mogę. Przedostatni zakręt zaraz będzie meta w hali Amber Expo. Robię wszystko by dobiec, oglądam się czy nie ma zająców za mną na 3:00, nie było ich. ostatni zakręt upragniona meta. Patrze, na czas, to chyba sen, zegar wybija 2:58:48. Jest, udało się złamać 3 godziny. Jestem, szczęśliwy, niedowierzanie, łzy, szczęście wszystko, czego może chcieć sportowiec. Za metą klęczę na kolanach jaram się. Zrobiłem to, złamałem te pieprzone 3 godziny. Czuje się w niebie. Nie wiem, jak długo za meta klęczałem, ale to wspaniałe uczucie. Słysze, że spiker wyczytuje moje imię i nazwisko, kamera kreci to, co wyprawiam. Maraton kończy się dla mnie z życiówka 2:58:48, to prawa o 18 min z poprzedniego roku. To znak, że byłem lepiej przygotowany, może nie na końcówkę, ale cóż. Mam jeszcze sporo pracy przed sobą, wiem, nad czym popracować. Co zrobić by cały bieg był super, a nie tylko do 38 Po biegu endorfiny dalej buzują, szkoda, że narzeczona nie zdarzyła na czas, by zobaczyć championa, jak wbiega na metę, ale cóż trwał maraton, nie było to łatwe. Na koniec prysznic, posiłek regeneracyjny, czułem, że jestem głodny po tak długim biegu. Nie mając zwyczaju, musiałem to zrobić, wygrawerować sobie czas na medalu. Tak kończę swój czwarty start w maratonie. Na koniec chce podziękować kilku osobom. Którzy są ze mną, mnie wspierają i wieża w mój sukces. Andrzej, Joanna dziękuje, że byliście przy moim małym sukcesie, bo przecież zawsze wozicie moje cztery litery. Małgorzata Rafał Wojtas, wam też dziękuje, jesteście, wspieracie mnie i to się liczy, to dla mnie wiele znaczy. Mariusz Briegmann dzięki, że byłeś na trasie, chociaż nie musiałeś, dla mnie to dużo. Sławomir Burzyński i AK-ska Photo wam dziękuje za zdjęcia, jesteście wspaniałymi fotoreporterami, bez was bym nie miał tak wspaniałych zdjęć z tej imprezy. Amine Behilil i Daniel Penk dziękuje wam za ostanie treningi przed maratonem, życzę wam sukcesów w tym, co robicie. Sławomir Galant jesteś tak daleko, a potrafisz dopingować na odległość, czułem twoja moc. Teraz odpoczynek , regeneracja kolejne cele przede mną.

1 wyświetlenie

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie