Kartuska ’10 Biegi uliczne w Kartuzach

Kilka słów o ostatnim biegu, który odbył się w sobotę 29.04.17 w Kartuzach. Jak zawsze z rodziną, którą biegam, przed startem wygłupiamy się i strzelamy różne fotki.


Bawimy się tym, tak ładujemy akumulatory, spotykamy z innymi biegaczami. Jest świetna zabawa. To jest to, co lubimy najbardziej. Trasa biegu od tamtego roku została zmieniona, biegła bardziej przez las. Pogoda nie sprzyjałaby brać udział w zawodach, ale cóż pogody się nie wybiera. Start przewidziany był na godz. 11. Krotka rozgrzewka z rodziną i lecimy na start. Ustawiam się prawie w pierwszej linii. Wszyscy stoimy pod balonem z napisem Start i nagle przesuwają nas do przodu, by nie było za dużo kilometrów. Odliczanie wszystkich biegaczy. Ruszam po kolejne cenne doświadczenie. Jak zawsze pierwszy kilometr biegnę za szybko, nie umiem inaczej, ale muszę to zmienić. Nie znałem trasy, nie wiedziałem, że będzie aż tak pagórkowata i to może było przyczyna katastrofy w dalszej części, ale o tym dalej.


Przez pierwsze kilometry trzymam się grupy biegaczy, wszystko idzie świetnie, nie zamierzałem zwalniać, czułem się mocny na podbiegach, a było ich naprawdę dużo. Było dużo błota, nawet to mi nie przeszkadzało biec szybko, aż do 7 km gdzie stało się coś nieoczekiwanego. Od 7 km na jednym z podbiegów złapała mnie kolka. Przed biegiem nie jadłem dużo, śniadanie było po 7 i to dwie małe kanapki, by nie czuć się źle podczas biegu. Nie wiem, może za dużo wypiłem, nie mam pojęcia, czym spowodowana była kolka. Zwolniłem, tempo spadło, chciałem by kolka minęła. Wiedziałem, że dziś już nic nie ugram, leciałem tak do prawie 9 km. W końcu dziadostwo minęło i mogłem wrócić do zakładanego tempa.


Ostatnie kilometry to walka innymi o jak najlepsze miejsce. Starałem się, jak mogę, by wyprzedzić kilku, nawet mi się to udało. Tuż przed ostatnim zakrętem dogania mnie jeden z biegnących za moimi plecami i prowadzi na 20 m przed metą. Ja kontruje i biegnę przed zawodnikiem, który mnie wyprzedził. Na metę wpadam na 30. miejscu z czasem 41:41 na 489 biegaczy. Pomimo problemów, analizuje czas, sprawdzam wyniki i ciesze się rezultatem. Mogło być pewnie lepiej, ale co mi tam, na sukcesy przyjdzie czas. Po biegu odebrałem medal i czekałem na swoją rodzinę. Wpadłem na pomysł, że wyjdę na kilkadziesiąt metrów przed metę i dobiegnę z nimi do końca, przy tym dopingując ich z całych sił. Wiem jak dla nich, to też jest ważne, kiedy mają wsparcie. Meta medal, woda i na koniec kiełbaska z grilla, to jest to, czego było mi trzeba po dość ciężkich zawodach. Nie czekałem na rozdanie nagród, gdyż było zimno. Powrót do Gdańska i zaliczam basen. Wiedziałem już wtedy, że to był dobry dzień, który się jeszcze nie skończył.


A już w środę kolejne zawody. 27 Ogólnopolski Bieg Orłów w Czarnej Dąbrówce. Start przewidziany na godz. 13. Trzymajcie kciuki, dam ognia, będzie się działo. Na starcie Szalony Gdańsk Biega w składzie Joanna Błoch, Andrzej Smętek i Gdański Biegacz.

5 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie