Kaszubski Bieg Lesoków

Czasem przychodzi taki dzień, że nic nie idzie, że nie masz ochoty na bieg, ale startujesz. Wczoraj to był ten dzień, kiedy chciałem sobie powiedzieć dość i odpuścić. Jak mnie znacie, nie odpuszczam pomimo kryzysu na trasie, zawsze robię wszystko, by dokończyć udział w zawodach, przecież w każą walkę, wkładam tyle serca. Tak samo było w tym przypadku. Niby zacząłem dobrze, może trochę za szybko, ale było z górki, chciałem pocisnąć, zrobić konkretny wynik. Nie zawsze jest, jak się chce, dwa pierwsze kilometry były całkiem fajne jak na mnie (3:37,3:49). Z czego byłem zadowolony. Ostatnio nie trenuje tyle szybkości co w tamtym roku, gdyż mam inne plany i założenia na ten sezon. Chcę poprawić życiówkę z maratonu, wiem, że zrobiłem konkretny czas w Gdańsku, ale stać mnie na lepszy wynik, przynajmniej o minute może dwie. Wracając do biegu, kolejne dwa kilometry, to walka z kolką złapała mnie i nie chciała puścić. Co zrobić ? Nie można się zatrzymać, zwolnic tempo i masować miejsce, gdzie łapie kolka. Tempo odcinków to 4:34 i 4:31. Wtedy już wiedziałem, że nie zrobię takiego wyniku, jakiego bym chciał. Każdy, kto startował, choć w jednym biegu z cyklu Kaszuby biegają, wie, że tam nie ma łatwych tras, są naprawdę malownicze, co sprawia jeszcze większa przyjemność biegu. Nigdy nie mam czasu, by dobrze rozglądać się, co jest wokół mnie podczas biegu, ale te zwierzęta, które nam kibicują coś wspaniałego. Kolejne kilometry to uspokojenie tętna, koniec walki z kolką, nieznaczne przyspieszenie od szóstego kilometra. Wtedy pomyślałem, że wykonam założenia treningowe, pobiegnę w tempie półmaratonu, a przynajmniej postaram się pobiec, na takie tempo, jak będę prowadził w Szczecinie. Zegarek pokazał mi, że jednak nie jest tak źle i mogę to zrobić. Następujące odcinki miały 4:18, 3:54, 4:23 ten ostatni przed największym podbiegiem na trasie był trochę po górkę, więc wyszedł wolniejszy. W sumie zbliżałem się do mety, jak start był z górki, to trzeba było pod nią wbiec. Ostatni kilometr wyszedł dość nieźle, 3:51, chociaż według mojego zegarka zabrakło do pełnego kilometra 200 metrów. Najcięższy podbieg na trasie i ostanie metry to dwa zakręty w prawo, udało się na koniec wyprzedzić dwie osoby. Szczerze nie byłem zadowolony z siebie po biegu, wiedziałem, że mogę trochę lepiej pobiec, ale byłem też po maratonie. Kto normalny startuje w zawodach po królewskim dystansie? Tylko szaleniec, ja się do nich zaliczam, a to sprawia i przyjemność. Tak kończę przygodę, z kolejnym etapem cyklu Kaszuby Biegają. Czas, jaki uzyskałem na dystansie 10 km to 41:18, miejsce 43, w kat 9.

0 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie