Półmaraton Białystok 2018

Zaktualizowano: 9 sty

Do Białegostoku wybrałem się już w piątek, dość późno wyruszyliśmy, gdyż jeszcze pracowałem. Podróż nie należała do najlepszych. Jak nie matka z dzieckiem, która zajęła moje miejsce, to robotnicy, którzy pili alkohol. Jakoś to było. Pociąg oczywiście spóźniony i melduje się z dziewczyną w mieście po 23. Dojazd do hotelu i tu miłe zaskoczenie, nie spodziewałem się tak wysokiego standardu, za tak niską cenę. Sobota przywitała nas śniadaniem i piękną pogodą. Plan był taki, by wypożyczyć rower, odebrać pakiet i zwiedzać miasto. Tak też się stało. W mieście mają komunikację rowerową za niewielkie pieniądze, wystarczy mieć aplikacje i konto. W między czasie wpadamy na rynek. Kibicujemy przez chwilę najmłodszym biegaczom. Zaliczam makaron przed startem, cały czas pamiętając o nawodnieniu. W niedzielę miało być dość ciepło, więc trzeba było pić dużo.




Miasto nam spodobało, ja jako wariat biegowy nie mogłem odpuścić sobie zobaczenia stadionu lekkoatletycznego, mieliśmy szczęście, akurat trwały jakieś zawody. Zostaliśmy na chwilę, by popatrzeć zmagania zawodników. Do hotelu wróciłem po 18 i pozostało mi już tylko odpoczywać do startu. Kolejny dzień to niedziela, zawody, poranna toaleta, kawa i kanapki z miodem, to mój standardowy zestaw. Przed 8:30 melduje się ponownie w biurze zawodów, a wszystko po to, by odebrać flagę z czasem, na jaki prowadziłem. Powiem szczerze, pierwszy raz biegłem z flagą, a nie z balonem, to duża różnica. Po odebraniu ekwipunku czekałem już tylko na start. W tym czasie rozmawiałem z innymi pacemakerami, a zwłaszcza z moim partnerem, którym miałem prowadzić na czas 1'30.



Zaliczyłem rozgrzewkę, dobrze się przy tym bawiąc. Odpowiadałem na pytania innych zawodników o strategie podczas biegu. W końcu przyszedł moment, by ustawić się w swojej strefie startowej. Byłem gdzieś za elitą. Już wtedy wiedziałem, że będziemy pierwszymi zajączkami. Kolegi na czas 1:25 nie było i nikt nie wie, dlaczego. Ustawiłem zegarek, odliczanie i biegnę dla innych. Pierwszy kilometr mija szybko, nawet nie wiem kiedy. Czas odcinka to 4:12, czyli 4 s szybciej niż ma miało być, ale to dobrze. Trzeba było zrobić zapas bo w taki gorąc może zdarzyć się wszystko. Plan przebiega sprawnie kontroluje kolejne kilometry. Zbliżam się do pierwszego punktu z wodą. jeden kubek wypijam, drugi wylewam na siebie. Dodatkowo wolontariusz polewa mnie wodą, to schładza mnie na jakiś czas. pierwsze 5 km to 20:45. Z każdą kolejną chwilą czuje, jak temperatura rośnie. Przez cały okres biegu motywujemy grupę ludzi, która biegnie z nami. Dajemy cenne wskazówki, by ukończyli z nami. Wiedziałem, że tego dnia nie będzie to łatwe. Zbliżam się do wymagającego punktu na trasie, był to most, gdzie jak się okazuje, jest największy podbieg. Ja tego nie zauważam, skupiam się na biegu i cisnę dalej.





Jeszcze w tym momencie grupa była duża. Bliżej 10 kilometra to kolejny punkt z wodą, kilka łyków, resztę wylewam na siebie i pędzę po nasz sukces. Na punkcie z pomiarem czasu, melduję się w okolicach 40 min i 50 s, to oznacza, że mamy zapas i jest bardzo dobrze. Motywowania biegaczy ciąg dalszy, kiedy spotykaliśmy grupy kibiców, prosimy o doping dla innych. To skutkowało tym, że biegnąca z nami grupa mogła na nas liczyć. Po chwili dostrzegam rowerzystę, który trzyma Izo i wodę, wziąłem wodę bo dopadał mnie lekki kryzys a do tego miałem ochotę skorzystać z toalety. Wiedziałem, że jak się zatrzymam, to już nie ruszę. Walczyłem ze sobą, pogoda robiła swoje, z każdym kolejnym kilometrem biegło z nami coraz mniej ludzi na czas 1:30. Przed 15 kilometrem kolejny punkt z wodą biorę wszystko, co było. W pewnym momencie miałem ochotę już zakończyć bieg, ale kolega, z którym biegłem, dodał mi sił, zmotywował mnie tym, że do mety coraz bliżej. Na kolejnym punkcie kontrolnym meldujemy się z czasem 1:03:08.





Wciąż mamy zapas czasowy. Zegarek mi podpowiadał, że jest ponad 250 m przewagi nad wirtualnym zającem. Wszystko gra, tylko grupa cały czas topnieje. Zostało z nami coraz mniej biegaczy, widać jak pogoda ich wykończyła, lub obrali niewłaściwą strategię na bieg. Ja przez chwilę zamilkłem, by uspokoić oddech i wrócić na właściwe tory biegu. Gdzieś w okolicach 17 kilometra, ostania kurtyna wodna, która pobudza mnie jeszcze bardziej. Zostaje zaliczyć ostatni punkt z wodą na 19 kilometrze i spokojnie pędzić do mety. Kiedy widzę kibiców, drę się, ile wlezie. Wiedziałem ,że zrobimy to pomimo trudnych warunków. 20 km to czas 1:24:08.







Przez zapas, który wyrobiliśmy, można było lekko zwolnić. Złapać tych, którzy chcą jeszcze złamać barierę 1:30, lecz dalej biegniemy sami. Na ostatnich metrach widzimy ludzi, którzy mają szansę ukończyć przed nami, krzyczymy by teraz dali z siebie wszystko, by zaatakowali czas, bo jest szansa. Prosimy też kibiców , by im pomogli. Udaje się. Czuje się świetnie , był taki zapas , że kiedy usłyszałem muzykę, zacząłem tańczyć, to było prawie przed samą metą. Czyste szaleństwo w moim wykonaniu, kto normalny tańczy i biegnie, ale taki już jestem. Przy okazji nie zapominam o robocie , którą mam do wykonania, zostało kilkanaście metrów. Już czuję smak zwycięstwa, słyszę jak spiker wykrzykuje ,że są nasi pierwsi pacemakerzy. To było coś niesamowitego, mijamy metę z czasem 1:29:46. Dostajemy sporo gratulacji od wszystkich, którzy podjęli wyzwanie w taki upał. Po przekroczeniu mety rozmawiam z organizatorem, gratulował nam dobrej roboty.





Po chwili, przybicie piątki z jednym z uczestników, to niesamowita chwila, czuje się wyjątkowo, że mogę pomagać innym. Spotykam dziewczynę, która robi mi zdjęcia, by pozostała kolejna pamiątka. Chyba czas wywołać te wszystkie zdjęcia. Jest ich naprawdę dużo. Odbieram torbę regeneracyjną i udaje się na zasłużony poczęstunek. Jem wszystko, co było i pije bardzo dużo. Wracam do depozytu , by odebrać rzeczy ,oddać flagę i szelki, z którymi biegłem. Na koniec zaliczam masaż, chociaż nie był mi tak bardzo potrzebny. Skorzystałem, by szybciej się zregenerować. Biegnę na pociąg. Wracam do domu z Ewą. Białystok zaskoczył mnie naprawdę pozytywnie. Wszystko było perfekcyjnie wykonane. Ok brakowało mi prysznica na mecie, wiem ,że był gdzieś w szkole, ale ja nie było łatwo go znaleźć. Za rok zapraszam każdego na tę imprezę, naprawdę warto. Świetnie się bawiłem, a mój kolejny start już niedługo.

1 wyświetlenie

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie