Pierwsze zawody w nowym roku.



W całej Polsce odbywało się mnóstwo biegów na rzecz WOŚP. Ja też postanowiłem, że wystartuje w jednym z takich biegów. Swoją drogę obrałem już dawno naprzód, kiedy dowiedziałem się o tym, że zawody odbędą się w nowej miejscowości na mapie Polski, dokładnie w Dzierzgoniu. Był to pierwszy bieg w tej miejscowości na dystansie 12 km. Po odbiór numeru i chipa byłem już na półtorej godziny przed samym startem, wszystko przebiegło bardzo sprawnie, gdyż nie było jeszcze tylu biorących udział w zawodach. Było sporo czasu na przygotowanie koszulki i butów. Jako, iż nie miałem okazji przetestować nowych butów, to była okazja do sprawdzenia ich. Tak wiem, taki test powinno się robić na treningach. Ja za bardzo nie miałem na to czasu, wiec stało się jasne, że wypróbuje buty podczas zawodów.



Podczas mojej rozgrzewki, którą robiłem sam, niespodziewanie podchodzi do mnie gość z kamerą i prosi o kilka słów do kamery. Jako, iż jestem w czasie rozgrzewki, zgadzam się, to mnie bardzo cieszy, a przy okazji tego mogę promować swoją osobę, jak i drużynę Szalony Gdańsk Biega. Po rozmowie idę zagrzać się do miejsca, gdzie można odebrać pakiet i czekam na kolejną rozgrzewkę tym razem, organizowaną przez organizatorów. Po tym następuje wspólne pamiątkowe zdjęcie, by zapamiętać to wydarzenie. Jako iż był to pierwszy bieg w Dzierzgoniu.


Przed biegiem głównym nastąpił start dzieciaków, to opóźniło trochę całą imprezę. Mnie to jednak nie przeszkadzało, pomimo mrozu. Ustawienie w pierwszej linii, za rowerami i lecę. Przez pierwsze 2 km nawet udało mi się prowadzić, to napawało mnie do dumy, ale wiedziałem, że jeszcze sporo przede mną. Wszystko szło świetnie, po utracie pierwszego miejsca, starałem się utrzymać zajmowane 3 miejsce. Trasa przez pierwszą część nie należał do łatwych, a na dodatek wiał zimny wiatr. To nie pomagało w biegu, ale cóż trzeba startować w każdych warunkach. Kolejne kilometry to utrzymywanie w miarę równego tempa. Chociaż były momenty, gdzie leciałem szybciej, niż planowałem. Jakoś przyspieszenie nie było tak bardzo odczuwalne aż do momentu, gdzie biegłem na otwartej przestrzeni, a dokładnie na bulwarach.


Wtedy przypomniał o sobie zimny wiatr, który wiał w twarz. Nagle tempo biegu spadło, a ja już nie czułem się tak jak na początku. Wiedziałem jedno, biegnę na świetnej pozycji, wystarczy utrzymać to, a będzie bardzo dobrze. Spoglądam do tyłu, szukam rywali, są daleko. To i tak nie pozwala mi odpuszczać, przecież w każdy bieg wkładam tyle serca i walki. Wiem, że nie mogę się poddać, nie teraz, a do mety jeszcze sporo zostało. Patrzę na zegarek, który mi mówił, ile zyskuję nad wirtualnym cieniem, gdyż przed samym startem ustawiłem sobie taktykę, jako wyścig 12 km i czas 48 min. Wszystko to dawało tempo 4:00/km. Jak ktoś mnie zna, wie, że jeszcze nigdy nie poleciałem w punkt, zawsze jest to szybciej. Bardzo lubię biec z wirtualnym cieniem, to pomaga mi i tyle. Tak samo było w tym przypadku.


Zbliżam się do wniesienia, pomimo trudu, jaki włożyłem w bieg, poszło świetnie. Znów oglądam się za siebie, rywale nieznacznie zbliżają się do mnie, ja kontroluje swój bieg. W tamtym roku w jednym z biegów odpuściłem końcówkę i to się skończyło źle. Tutaj nie planowałem odpuszczać. Kolejne spojrzenie na zegarek czuje metę, ale to nie to. Mój tom tom pokazał 12 km, a tu końca nie widać.


Na horyzoncie widzę radiowozy zabezpieczające trasę. Powiem wam, że służby mundurowe spisały się na medal. Już nie raz podczas pierwszych biegów spotkałem się z tym, iż wjechało auto na ścieżkę, gdzie biegłem. Tutaj tego nie było. To znak, że organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Gratulacje dla nich. Ja jeszcze raz spoglądam za siebie, chociaż w oddali nikogo nie zauważyłem, ostatkiem sił przyspieszam, ile fabryka dała. Można powiedzieć, wlatuję na metę. Wtedy byłem nie do zatrzymania, nawet ciężko było mi wyhamować, by odebrać medal. Tak kończę zawody na wspaniałym trzecim miejscu open, a nie tak jak to bywa w kategorii wiekowej. Taki sukces da mi kopa na resztę sezonu. Przed odebraniem pucharu za podium robię krótkie rozluźnienie i rozciąganie, a na koniec zjadam pyszną zupę. Bo przecież dlatego biegam, nie dla medalu czy pucharów, a dla zupy. Tak kończę moje zmagania w Dzierzgoniu, z 3 miejscem i czasem 51:42 na dystansie 12 km, ale było ponad 13. Czy to ważne? Dla mnie liczy się sukces mój i organizatorów. Gratulacje dla was. Zasługujecie na to, oby tak dalej.

0 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie