Garmin Iron Triathlon Elbląg 2017 debiut

Zaktualizowano: 9 sty

Pewnie zadajecie sobie pytanie, jak zostać triathlonistą ? Nic trudnego dla kogoś, kto ma odczynienia z bieganiem, dokłada do treningu rower jako uzupełnienie i basen w wolnych chwilach, odskocznia od samego biegania. Wtedy nasze treningi są zróżnicowane i pomagają w osiąganiu lepszych czasów na każdym dystansie. Na debiut w triathlonie wybrałem Elbląg, polecił mi go Andrzej, startował w tamtym roku i mówił, że jest świetnie. Dlatego wybrałem cykl Garmin Iron Triathlon. Przygotowania do startu trwały cały czas od października 2016, jak wiecie imprezą na pierwszym miejscu, był start w maratonie, taki obrałem cel jeszcze w tamtym roku. Wiedziałem, że maraton Gdańsk przybliża mnie do startu na dystansie 1/4 w Garminie.

Nic tylko robić swoje. Jako że nie jestem jakimś dobrym pływakiem, tu najbardziej się obawiałem swojej dyspozycji. Nie mam techniki, nie mam trenera od pływania, w tym aspekcie sam trenowałem, może nie tak dużo, jak bieganie, ale trenowałem. Był basen, a na koniec jeszcze kilka razy w jeziorach. Przed pierwszym wejściem do jeziora obleciał mnie strach, że może się coś stać. Potrzebowałem tego, przy kolejnym wejściu było tylko lepiej, wszystko szło w dobra stronę. Przełamałem się, pokochałem wodę. Na rowerze też trochę jeździłem, ostatni wypad to 40 km w dość szybkim tempie, niestety w Gdańsku nie ma dobrych dróg, by pojeździć na szosie, trzeba wybrać się za miasto, ale trzeba uważać na auta.


W końcu przyszedł dzień startu. Spakowany byłem już dzień wcześniej, wiec dla pewności sprawdziłem, czy wszystko jest. Do Elbląga wybrałem się z rodziną, Monika Joanna, Andrzej i brat Daniel wspierali mnie na każdym kroku. To cudowne uczucie, że masz tylu ludzi, którzy są przy tobie w tak ważny dzień. Na miejscu jesteśmy po 8, odbieram pakiet (torba, chip, czepek, żelki, ulotki), dalej się relaksujemy, robimy dużo zajęć, nawet przeprowadziłem transmisje na FB, a tak by fajnie było


Jem jeszcze kanapkę z miodem, nie chciałem się zapchać przed startem, dla mnie to wystarczyło. Do 10:30 mam czas wprowadzić rower strefy zmian, wiec przyszedł czas na wprowadzenie mojej maszyny. Przed wejściem zostałem oznakowany, 234 to mój numer startowy, pierwszy tatuaż w życiu. Cieszyłem się jak nigdy. Emocje rosły, cały czas myśli czy poradzę sobie w wodzie, o rower i bieg się nie martwiłem. Znam swoje możliwości. Po wstawieniu roweru i zostawieniu wszystkich ważnych rzeczy w strefie zmian dalszy relaks, zabawa z rodziną trwa w najlepsze. W końcu wybija czas, gdy trzeba założyć piankę, przygotować się mentalnie za kilkanaście minut wymarzony debiut. Jako że Joanna startowała na krótszym dystansie, jej start przewidziany był o 11:50, za nią trzymałem kciuki, w końcu też debiutowała. Wcześniej była rozgrzewka w wodzie, nie wiem czemu, nie zdarzyłem na nią, może nie usłyszałem komunikatów. Trudno, jakoś to będzie.


Wybija czas, kiedy trzeba wejść do wody, tu akurat nie było z tym problemu, wierzyłem, że będzie dobrze i dam rade, mogę nawet przypłynąć ostatni byle by ukończyć wodę. O 12 ruszamy, byłem z tyłu i bardzo dobrze miałem więcej miejsca i nie martwiłem się tym, że jakiś lepszy pływak wpłynie na mnie, a ja w ten sposób go zablokuje. Pływanie to najdłuższy etap w moim życiu ciągnęło się jak nigdy, a wszystko przez to, że nie ma techniki. Może za rok to poprawie, mam taką nadzieję Czas, z jakim kończę sekcje pływania 27:34, jestem zadowolony, że udało mi się przepłynąć, tutaj cel był jasny, 800 m płynę, by ukończyć, a resztę ile fabryka dała. Wolontariusze wyciągają mnie z wody, nogi przez chwile jak z waty, później jest już lepiej.


Wiedziałem, że teraz to już ukończę. Biegnę do strefy, tutaj mi zeszło sporo czasu, 3:54, ściągnięcie pianki włożenie butów i kasku. Byłem z siebie zadowolony, przecież pokonuje kolejne bariery. Rower w rękę i wybiegam za strefę zmian, wsiadam i pędzę po swój mały sukces, po debiut. Na rowerze pierwszy z magnezów, a po 5 km żel. Jest dobrze, czuje się świetnie, mijam paru kolarzy, to sprawia mi przyjemność. Na około 30. kilometrze trasy biorę kolejny żel, a przed końcem jeszcze jeden magnez, by nie załapały mnie skurcze podczas biegu. Wszystko fajnie wygląda, gdybym jeszcze tylko lepiej pływał, byłoby lepiej, ale co tam mogę być z siebie zadowolony czas, w jakim kończę Stefę z rowerem 1:31:47.


Kolejna strefa zmian, tutaj dużo lepiej, gdyż musiałem tylko zostawić rower. Czas ukończenia 1:28 i w końcu przyszła pora na moją dyscyplinę, w której czuje się najlepiej Bieganie. Plan na bieg był taki, by ukończyć w czasie poniżej 45 min, wszystko szło dobrze, wymijałem setki ludzi, może nie biegłem szybko, średnie tempo 4:13, ale było super, na każdym punkcie z wodą polewałem się i piłem. Nie wiem, ilu biegaczy wyminąłem, a może każdy nich był na innym okrążeniu, w końcu mieli przewagę nade mną.


Na trasie cały czas rodzina Monika, Joanna, która już ukończyła 1/8, była też Agata (nasza znajoma) i brat, którzy mnie dopingowali i Andrzeja. Wiem, że jestem coraz bliżej mety inni, którzy już ukończyli, zaczęli mnie dopingować, to dało mi siłę na kolejne kilometry. Ostatnie okrążenie, ostatni zakręt i wpadam na metę, krzyczę ze szczęścia, a na koniec padam za lina mety. Wspaniała chwila szczęścia, jaką przeżywa sportowiec, 2:49:15 to czas, z jakim melduje się na końcu


Coś spaniałego, po ukończeniu pytam się, czy mogę to zrobić jeszcze raz, wszyscy patrzą się na mnie jak na wariata. Tak ja nim jestem, gdyż nie każdy jest tak stuknięty, jak ja. Cały czas adrenalina buzuje mam pełno energii, co mi pozostało to dopingować Andrzeja, biegł jeszcze, miał dwa krążenia do końca. Coś wspaniałego polecam każdemu, nieważne ile masz lat i jak pływasz, jedno jest pewne. Jeżeli postawisz sobie cel za ukończenie triathlonu, zrobisz to, choćby nie wiem co, mnie się udało. Polecam start w Elblągu świetna trasa, wspaniali kibice, organizacja na wysokim poziomie. Warto. Na koniec wyniki rodziny, Joanna Błoch 1/8 dystansu 01:48:35, Andrzej Smętek 03:17:17 i tu poprawa czasu o 13 min

1 wyświetlenie

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie