Sierakowicka 15

Dzisiaj kolejna relacja z aktywnego weekendu, a mianowicie Sierakowickiej 15 ’. Jak wszyscy wiecie, jest to cykl, Kaszuby Biegają. Do Sierakowic wybrałem się z rodziną już dość wcześnie, po 10 był wyjazd z Gdańska. Na miejscu meldujemy się po 11, jednak zanim odbiorę pakiet, składam w miejsce zbiorki worek pełen nakrętek.


Start biegu był przewidziany na 13, wiec było dużo czasu na odpoczynek przed zawodami. Cały czas w głowie chodziły myśli jak mam biec, jakie tempo i z jakim czasem chce skończyć. Wiadomo, jestem jakość doświadczony i zawsze ustalam sobie cel na bieg. W niedziele nie było to proste, gdyż trasa w Sierakowicach jest uważana za najtrudniejsza w całym cyklu, a ja jeszcze byłem po Kwidzyńskim Biegu Papiernika.


Przed startem wolałem się przygotować, wziąłem ze sobą jeden żel i magnez nigdy nie wiadomo co się stanie na trasie, skurcze lub braknie energii. Wole być gotowy na wszystko. Ustawiam się na linii startu, spotykam dużo znajomych twarzy. Tak jest na każdym biegu, świetna sprawa, że jest z kim porozmawiać, niby rywalizacja, a jednak czuje się więź z biegaczami.


Pierwotnie miałem plan na 1:05, jeszcze przed samym startem ustawiłem zegarek na 1:03, dystans wiadomy. Pierwsze kilometry znów biegnę zachowawczo, nie zaczynam za szybko, przeważnie się podpalam i biegnę za tłumem, wtedy tego nie było. Pomyślałem też o ostatnim biegu ze świetlikami, jak to było na zbiegach, dajemy, ile fabryka dała. Tutaj też tak zrobiłem. Nie chciałem znów tracić dystansu do innych, na podbiegach też trochę nadrabiałem. Na najdłuższym podbiegu, myślę sobie, kiedy tak górka się skończy, miała chyba z kilometr. Tempo pierwszych kilometrów (4:01, 3:37, 4:00, 4:01, 3:59)

Wiem, że potrafię biegać 15 km poniżej godziny, ale bardziej na płaskich trasach, tutaj muszę się jeszcze dużo nauczyć. Oddechowe czułem się dobrze, nie było z tym problemów, nogi podawały, ogólnie fajny bieg. Na treningach dokładam więcej rytmów i podbiegów, by być jeszcze silniejszym i walczyć o jeszcze lepsze lokaty. Trasa od piątego kilometra zaczęła się robić wymagająca, tempo spadło, ale tylko na 6 kilometrze. Kolejne pięć kilometrów i tempo (4:43, 3:56, 3:57, 3:57, 4:00)


Drugi start w zawodach i moje buty sprawdziły bardzo dobrze, trochę się obawiałem, że może być ciężko w nich, ale na dwa dni przed Kwidzynem zrobiłem test. Wszystko jest w jak najlepszej dyspozycji, buty pasują idealnie jeszcze tylko sprawdzić je w półmaratonie i maratonie. Będzie okazja i to już niedługo. Wracając do biegu, to ostanie pięć kilometrów, nie wypadało tak złe, myślałem, że osłabłem, ale tak nie było. Może poza jedna górka, która mnie trochę wykończyła, czułem jej trudy, niby znałem trasę z poprzedniego roku, ale cóż nie można wygrać wszystkiego. Ostatni kilometr to ogień poniżej 3:50, było świetnie, czułem się silny, widać było, że zachowałem siły na przyspieszenie. Wpadam na metę czas 1:01:58. Nowa życiówka na tej trasie. To o ponad minute lepiej niż zakładałem przed startem i poprawa czasu z poprzedniego roku o ponad 7 minut. To znak, że poprawiam się i to cieszy. Tempo odcinków 4:22, 4:03, 4:01, 4:52, 3:48.


Na koniec kilka statystyk: najgorsze kilometry to 6 (4:43), 11 (4:22), 14 (4:52), w tych miejscach podbiegi, prawie się i za rok powalczę, by zejść poniżej 4 min / km w wiem, że nie będzie łatwo, ale lubię wyzwania. Teraz najlepsze kilometry: 2 (3:37), 7 (3:56), 8 (3:57), 9 (3:57), 15 (3:48).Tak kończę przygodę z kolejnym etapem, Kaszuby Biegają, kto nie mógł być, niech żałuje, a już w sobotę kolejny start. Jest to Silgan Ćwierćmaraton.

0 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie